Często człowiek, jeśli patrzy uważnie, poznaje siebie już po twarzy lokaja u drzwi. - Franz Kafka

Kategorie: Wszystkie | praktyka | sekcja dokumentu | teoria | wizja i fonia
RSS
sobota, 26 września 2009
Szkiełko, oko, człowiek

Jest tutaj brudno. Przez ekran do pokoju przedostają się: smród moczu i źle strawionego alkoholu, mróz bezskutecznie rozcierany zmarzniętymi rękoma i obdrapane ściany niemal pustego dworca kolejowego. Pomieszczenie lekko się chwieje, jakby kamera nie była w stanie zrezygnować z tańca w rytm stawianych kroków. Najpierw twarze. Rozorane kolejnymi dziesiątkami, dwudziestkami, w dobry dzień i setkami złotych upłynnionymi w ciałach już dawno należących do kogo innego, niż ich mieszkańcy. Następne są usta, sztucznie wykrzywione w niewinnym uśmiechu dziecka przyłapanego na gorącym uczynku. Dziecko nie zmieniało od dawna pieluch, nikt nie uprał mu kurteczki. Stół, na którym stoi szklanka, z biegiem lat nie staje się coraz mniejszy, to dziecko z coraz większą desperacją wyciąga ramię, dłonią szukając zimnej faktury szkła. Za kilka ujęć widzimy to samo dziecko, zmienione nie do poznania. Elegancko ubrane, leży spokojnie na wysokości oczu przyjmowanych gości. Dziecko nie żyje.

Litery, przesuwające się po powierzchni kolejnych przewracanych kartek przybierają kształty, budują scenerię obserwowanego świata. W obskurnych mieszkaniach, znaczonych tanią herbatą ze szklanki i cukiernicą gryzącą się wiecznie z jaskrawą serwetą - siedzą: matka Wandy Rutkiewicz, zmarłej w górach himalaistki, oczekująca z każdym kolejnym rokiem powrotu córki; Barbara Sadowska, poetka, matka Grzegorza Przemyka. Kolejne osoby, których życie naznaczone zostało cierpieniem. Czasem śmieszne, czasem tragiczne, jeszcze kiedy indziej szalone - pokazują swoim życiem siłę i kapryśną wiarę. Piękno ludzkiej walki z niekończącym się przypadkiem, próbę odwrócenia wyniku już wykonanego równania.

Wszystkich, których poznaliśmy przed chwilą, łączy jedno - znamy ich dzięki tym, którzy są ciekawi świata. Chcą go poznać, rozbić szybę która dzieli ich od miejsca, do którego nie należą, ale chcą je poczuć tak jak Ci, o których chcą się dowiedzieć jak najwięcej. Tyle, aby zrozumieć.

***

Nie jestem określony. Trzy lata studiów to czas, po którym pewnym krokiem powinno się wejść przez wybrane drzwi do odpowiedniego pomieszczenia. Pomieszczenie powinno być oznaczone odpowiednim numerkiem, na biurku powinny się piętrzyć odpowiednie stosy myśli, gotowych do poddania się obróbce dobrze naoliwionego umysłu. Tyle teoria. W praktyce numerek jest zamazany, a tabliczka z nazwiskiem to wciąż tabula rasa. Specyfika studiów socjologicznych - być może polega na tym - że są ciągłym poszukiwaniem, redefiniowaniem własnego punktu odniesienia do świata. Tak powinno być - chyba, że szukamy stablizacji, nie zaś choćby namiastki prawdy.

Wydaje się, że dokumentalista i reporter są nam bliscy w akcie ciągłego przeobrażania, próby odnalezienia języka, który przez jednostkę - nie, nie jednostkę, człowieka - doprowadzi do prawdy o czymś więcej. Skupienie na tym, którego życie chłoniemy, zbliżenie do niego i introspekcja - to właśnie łączy niektórych z nich. Tych, którzy zbliżają usta, aby posmakować, wytężają wzrok, aby lepiej zobaczyć. Odtykają nos, żeby poczuć. Takie podejście pozwala rozbić szybę, uciec od próżni - oczywiście o ile nie jest tylko międzyludzkim odpowiednikiem metody Stanisławskiego w wydaniu amerykańskim.

Jacek Bławut, zaprzyjaźniając się z alkoholikiem Michałem Waludą, przekracza pewną granicę, gdzie czystość i obiektywizm przestają być możliwe. Łatwo tu o krytykę, o zarzut, że stając się współbohaterem, próbując interweniować, walcząc o los tego, o kim opowiada, modyfikuje rzeczywistość. Słyszałem o tym wielokrotnie, gdy uczono mnie, jak budować kwestionariusz, jak zadawać pytania, aby uzyskać odpowiedź jak najbliższą prawdy - to miało być celem. Postulat jak najbardziej słuszny, pozwolę sobie jednak przypomnieć, że nie zawsze właściwy. Wchodząc w czyjeś życie, zdobywając zaufanie i trafiając do miejsc wcześniej nieznanych - dzięki temu zaufaniu właśnie - dokumentalista i reporter spełniają sen socjologa - w większości przypadków dla niego niedostępny, bo sprzeczny z jego zasadami. Bławut, Karabasz, momentami też Łoziński (gdy rezygnuje z ironicznego komentarza) , Tochman, Hugo-Bader, wszyscy oni eksplorują ten obszar, który socjologia pomija - ludzką duszę. Zmodyfikowaną, kryjącą się za kolejnymi maskami, gubiącą się w liczbach - ale dziwnie znajomą.

Stoją oni gdzieś między fikcją, a faktami, mówiąc o prawdziwym świecie, który nas otacza tak, aby liczby, słowa, gesty, wydarzenia nie pozostawiły nas obojętnymi. Jakby socjolog był niespełnionym poszukiwaczem duszy; jakby dokumentalista, reporter byli niespełnionymi poszukiwaczami utrwalonej w przygotowanej formie prawdy. W tej relacji widać wzajemne poszukiwanie, złożoność wszystkiego, co każą nam poznawać nasze zmysły, co każe nam analizować umysł. W działaniu prowadzonym przez nich wszystkich, w tych próbach - gdzieś tam znajduje się człowiek.

14 procent mężczyzn i 4 procent kobiet w Unii Europejskiej jest alkoholikami. Kiedyś w 2005 roku zmarł Michał Waluda, bohater filmu "Szczur w koronie". Ten sam Michał, który utrwalony na taśmie wciąż tańczy na Balu Abstynenta. Uśmiech, uśmiech dziecka.

12 października 2002 w mieście Kuta na wyspie Bali dokonano zamachu terrorystycznego.  W jego wyniku zmarły 202 osoby, a ponad dwieście zostało rannych. Jedną z ofiar była dziennikarka Gazety Wyborczej Beata Pawlak. Bohaterka książki Wojciecha Tochmana "Córeńka". Beata, koleżanka z redakcji, głodna świata, stąpająca po niepewnym gruncie.

Życie w skali makro i życie w skali mikro. Fakty i dusza.

14:27, portretwkropli , teoria
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 września 2009
Gruba warstwa szkła

Siedemdziesiąta rocznica agresji nazistowskich Niemiec na tereny II RP to czas, w którym powinniśmy spróbować przez chwilę uważniej posłuchać tych, którzy swoje, czysto ludzkie i osobiste przeżycia z czasu II Wojny Światowej przedstawili za pomocą słowa. Białoszewski, Borowski, Baczyński. I Miłosz, postać niejednoznaczna, ale istotna. Pisząc "Zniewolony umysł" przedstawił obraz powojennego państwa - skaleczonego, znajdującego się w duszącym objęciu Silniejszego. Obraz deformacji umysłu człowieka, dokonywanej przez okoliczności - ideologię, wiatr historii, przemoc. Warto dać mu głos w dyskusji, zwłaszcza dziś.

***

Człowiek ma na ogół skłonność do uważania porządku, w którym żyje, za naturalny. Domy, które ogląda idąc do pracy, przedstawiają mu się bardziej jako skały wyłonione przez samą ziemię niż jako dzieło umysłów i rąk ludzkich. Czynności, jakie wykonuje w swojej firmie czy biurze, ocenia jako ważne i stanowiące o harmonijnym funkcjonowaniu świata.(...) Jednym słowem zachowuje się trochę jak Chaplin w Gorączce złota, który krzątając się po swojej chacie nie podejrzewa, że wisi ona na skraju przepaści.

Już jednak pierwsza wędrówka ulicą, której chodniki pokrywa gruba warstwa szkła z rozbitych przez bomby szyb, a po jezdni wiatr niesie papiery z biur wyewakuowanych w panice, podrywa jego zaufanie do rzekomej naturalności jego dotychczasowych przyzwyczajeń. Jak lecą te papiery z tak wielką ilością pieczątek, z napisem "poufne", "ściśle tajne"! Ileż sejfów, kluczy, ile mięsistych dyrektorskich podbródków, konferencyj, woźnych, cygar, panienek w napięciu stukających na maszynach! A tu wiatr goni te papiery ulicą, każdy może je podnieść, przeczytać, ale nikt nie ma na to ochoty, są pilniejsze sprawy, na przykład zdobycie kilograma chleba. Człowiek idzie dalej ulicą i zatrzymuje się przed domem przepołowionym przez bombę. Prywatność ludzkich mieszkań, ich rodzinne zapachy, ich ciepło pszczelego plastra, ich meble przechowujące pamięć miłości i nienawiści! A teraz wszystko na wierzchu, dom ukazuje swoją strukturę, nie jest to skała trwająca od wieków: tynk, wapno, cegła, szalowania, a na trzecim piętrze samotna i przydatna tylko dla aniołów biała wanna, z której deszcz wypłucze wspomnienie o tych, co się w niej kiedyś kąpali. (...)

Który świat jest "naturalny"? Czy ten sprzed wojny, czy wojenny? Oba są naturalne - sądzi człowiek, jeżeli oba dane mu było poznać. Nie ma instytucji, nie ma obyczaju i przyzwyczajenia, które by nie mogło ulec zmianie. Wszystko, czym żyją ludzie, jest darem formacji historycznej, w jakiej się znaleźli.

Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, 1953 r.

12:07, portretwkropli , praktyka
Link Komentarze (1) »